11 maja 2018

Zalipie - (nie)zwyczajna malowana wieś

https://zplanembezplanu.blogspot.com/2018/05/zalipie-niezwyczajna-malowana-wies.html
Zalipie nazywane również malowaną wsią stało się ostatnio popularnym miejscem nie tylko w Polsce, ale też poza granicami kraju. Wielokrotnie przodowało w internetowych rankingach na najpiękniejsze miejsce czy wieś. Z tego też powodu miałam pewne obawy przed moją drugą wizytą w tym miejscu (pierwsza, nieplanowana miała miejsce kilka lat temu). Popularność turystyczna niestety rzadko zwiastuje coś dobrego. Całe szczęście mogę śmiało powiedzieć, że prawie nic się nie zmieniło. Zalipie pozostało piękną, ale przede wszystkim zwyczajną wsią. Nie wiem, czy to ja miałam takie szczęście, czy taka cisza i spokój panuje tam zawsze, ale mam nadzieję, że tak już zostanie. Mimo wspomnianej „zwyczajności” Zalipie ma coś, co wyróżnia je na tle innych wiosek i sprawia, że już takie zwyczajne nie jest… są to oczywiście pięknie malowane chaty.

Od tego wszystko się zaczęło…  


Początek tradycji malowania chat sięga czasów dymnych chat, kiedy to kobiety chcąc rozjaśnić trochę pomieszczenia, na pobielonych wapnem ścianach, za pomocą pędzla z prosa lub żyta, robiły nieregularne plamy tzw. packi. Pomysł ten przyniósł oczekiwane rezultaty, w końcu jak to mówią potrzeba matką wynalazków, tudzież pomysłów. I tak w pierwszej dekadzie XX wieku kobiety malowały już nie tylko packi, ale i kwiatowe wzory i zawijasy, za pomocą kolorowych, sproszkowanych farb rozpuszczanych w mleku. Wzory były indywidualne i w dużej mierze zależały od zdolności plastycznych autora, nigdy nie używano szablonów. Z czasem przybywało coraz więcej kobiet, które chciały upiększyć swoje ubogie chaty w kolorowe, fantazyjne malunki. W końcu zaczęto ozdabiać nie tylko ściany, ale i domowe sprzęty, meble, a nawet odzież. Pierwszy artykuł o zalipiańskim malowaniu napisał Władysław Hickel, który wypatrzył kolorową makatkę u syna chłopskiego. Artykuł ten opublikował w grudniu 1905 roku w czasopiśmie „Lud”. Natomiast kobietą, która przyczyniła się, że o Zalipiu dowiedział się świat była Felicja Curyłowa, wybitna malarka i propagatorka tej unikatowej sztuki. Dom artystki już za jej życia był często odwiedzany i uważany za najważniejsze miejsce dla osób interesujących się sztuką ludową. Tak jest zresztą do dnia dzisiejszego, z tym że kiedyś był to dom-muzeum, dzisiaj muzeum zwane również Zagrodą Felicji Curyłowej. Jeżeli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o tradycji malowania chat lub przenieść w wirtualną podróż po Zalipiu zachęcam do oglądnięcia krótkiego filmu.

Co zobaczyć w Zalipiu?   


Oczywiście wspomniane wyżej muzeum, a kiedyś dom Felicji Curyłowej, który został zachowany w identycznej postaci jak za życia malarki. Z zewnątrz ściany zagrody są bogato zdobione kwiatowymi ornamentami. W środku malunków jest jeszcze więcej. Uwagę przykuwa czarna powała z białymi wzorami malowana glinką, która nawiązuje do najstarszej tradycji zalipiańskiego malowania. Niedaleko zagrody Felicji Curyłowej można zwiedzić również bogato zdobioną chatę Stefanii Łączyńskiej będącej reprezentatywnym przykładem tradycyjnej sztuki zdobniczej. Obok tych wspaniałych i bogato zdobionych chat stoi trzecia o nieco innym charakterze, nazywana chatą biedniacką. Całość stanowi Filię Muzeum Okręgowego w Tarnowie i obecnie jest niestety… nieczynne z powodu prac remontowych i konserwatorskich. Ale, ale… zanim całkiem porzucisz ten wspaniały plan na weekend, przeczytaj do końca, bowiem Zagroda F.Curyłowej to nie wszystko, co Zalipie ma do zaoferowania. Zaraz naprzeciwko remontowanego obiektu można odwiedzić bowiem Kolorową Izbę Regionalną. Ponadto w Zalipiu warto zobaczyć Dom Malarek, czyli Dom Kultury będący ośrodkiem pracy twórczej. Można tam między innymi wziąć udział w warsztatach plastycznych oraz obejrzeć pokonkursową, fotograficzną wystawę malowanych chat. Przed budynkiem znajdziemy też studnię pomalowaną w kwiatowe wzory, małą zagrodę, a nawet coś na rodzaj zegara słonecznego. Malunków nie brakuję nawet na drzewach i drewnianych ławkach. Stosunkowo niedawno jedna z zalipiańskich rodzin założyła również muzeum, w którym można zobaczyć nie tylko tradycyjne kwiatowe malunki, ale i wiele archaicznych przedmiotów domowego użytku oraz szopkę bożonarodzeniową. Przemiła pani właścicielka z chęcią opowiedziała nam co z czym, jak i do czego służyło (nie wiem, czy sami byśmy na to wpadli). Ostatnim miejscem, które polecam zobaczyć, jest Kościół pod wezwaniem św. Józefa w Zalipiu. Co prawda, z zewnątrz nie różni się niczym od innych kościołów, za to w środku to już zupełnie inna bajka. Na mnie największe wrażenie zrobiła kaplica wymalowana przez zalipiańskie artystki oraz znajdujące się tam unikatowe szaty liturgiczne haftowane w kwiaty.

Co jeszcze warto wiedzieć?   


W Zalipiu malowane chaty spotkamy prawie na każdym kroku, należy jednak pamiętać, że większość z nich to domy mieszkalne! Zalipie to nie skansen, to (nie)zwyczajna wieś, w której normalnie żyją i funkcjonują jego mieszkańcy, dlatego uszanujmy ich prywatność. Wycieczkę najlepiej zacząć od Zagrody F.Curyłowej tudzież obecnie Kolorowej Izby Regionalnej. Później w celu dotarcia do rodzinnego muzeum kieruj się za znakami „zwiedzanie”. Następnie możesz odwiedzić Dom Malarek, a na końcu Kościół w Zalipiu (po drodze oczywiście wypatrzysz inne malowane chaty) w ten sposób zrobisz tzw. pętelkę. Zwiedzania pieszo nie polecam, gdyż obiekty są od siebie dość oddalone, pozostaje auto lub rower. Myślę, że ostatnie rozwiązanie jest najlepsze, gdyż okolica idealnie pasuje na wycieczkę rowerową. Przy Domu Malarek znajduje się parking dla samochodów. Godziny otwarcia można sprawdzić na tej stronie.

Jako ciekawostkę dodam, że co roku organizowany jest konkurs na najpiękniej wymalowaną zagrodę. Konkurs ten jest najdłużej trwającym konkursem w zakresie sztuki ludowej w Polsce. Komisja konkursowa odwiedza malowane zagrody w weekend po święcie Bożego Ciała. No cóż, został niecały miesiąc… może to właśnie idealny czas, by odwiedzić tą unikatową, piękną, ale dalej prawdziwą wieś?

Jeżeli taki rodzaj sztuki, tradycji i polskiego folkloru Cię nie przekonuje, może zainteresuje Cię kafelkowy zawrót głowy, czyli tekst o Azulejos, które stały się czymś w rodzaju sztuki narodowej w Portugalii. Jeżeli chcesz być ze mną na bieżąco zapraszam na Instagrama. Znajdziesz tam również niepublikowane wcześniej na blogu zdjęcia.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz