29 sierpnia 2018

Lublana – spacerem przez romantyczną stolicę Słowenii

https://zplanembezplanu.blogspot.com/2018/08/Lublana-spacerem-przez-stolice-Slowenii.html
Po Lublanie nie spodziewałam się wiele, właściwie dodałam ją (a raczej wcisnęłam) do planu na samym końcu planowania trasy po Słowenii. W końcu gdy w głowie obrazy turkusowej wody i alpejskich widoków, a w zasięgu „auta” takie perełki jak jezioro Bled czy zamek Predjamski Grad czego można się spodziewać po małej słoweńskiej stolicy? Myślisz niewiele? No cóż, też tak myślałam. Lublana pozytywnie mnie jednak zaskoczyła i oczarowała, co więcej sprawiła, że z chęcią tam wrócę kolejny raz. Ile na to wszystko potrzebowała? Zaledwie pół dnia. Mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że stała się jedną z moich ulubionych europejskich stolic, mimo, że wszystkich jeszcze nie widziałam. I może to kwestia tego, że wiele od niej nie wymagałam? Być może. Jednak o wiele bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że Lublana po prostu taka jest… zaskakująca, czarująca i romantyczna. Zapraszam Cię na spacer jej uliczkami.

O pochodzenie nazwy „Lublana” w dalszym ciągu sprzecza się wiele osób. Jedni uważają, że nazwa pochodzi od słowa „Laubach”, co oznacza bagna, z racji bliskości podmokłych terenów, drudzy, że ma słowiańskie korzenie i oznacza „ukochaną”. Niech mówią co chcą, mi zdecydowanie bardziej pasuje wersja druga, zarówno do samego miasta, jak i do klimatu tam panującego. Lublana ma w sobie coś z romantyka i to jest pewne. Oprócz tego słoweńska stolica kojarzy mi się z wszechobecną zielenią. Nie wiem czy jest to kwestia przewagi zieleni w pobliżu wzgórza zamkowego, czy tego, że cała Słowenia jest niesamowicie zielona, ale zapewne tak już zostanie. Lublana – zielona stolica Słowenii. Ostatnie z czym kojarzy mi się to miasto i zapewne nie tylko mi, a większości przyjezdnych, jest smok – symbol Lublany. Ale skąd wziął się tu smok, zapytasz?

Smoczny Most


Jak powszechnie wiadomo smok oznacza odwagę, siłę i wielkość, to już coś, jednak dalej nie tłumaczy skąd wziął się akurat w Lublanie. Od czego jednak mamy legendy? Pod symbolem stolicy Słowenii również kryje się ich kilka. Jedna z nich mówi, że kiedy Jazon z Argonautami ukradł złote runo, zamiast uciekać na południe Morza Egejskiego, dopłynął do ujścia Dunaju. Tam nie miał innej możliwości jak kontynuować ucieczkę przez Dunaj, Sawę i Lublanicę. Między dzisiejszą Vrhniką, a Lublaną natknął się na bagiennego stwora, którego rzecz jasna zabił. Tym stworem był właśnie Lublański Smok. Tylko zaraz, zaraz… w takim razie co to się, ma do symbolicznej odwagi i wielkości potwora? Tego już do końca nie wiadomo. Pewne jest jednak, że będąc w Lublanie smoka tak czy tak spotkasz, chociażby na Smoczym Moście. Jeden z najbardziej znanych mostów w Lublanie zdobi aż 20 smoków. Trzeba przyznać, że most ma swój klimat i na pewno warto go odwiedzić.

Plac Preserena


Po zgłębieniu smoczych opowieści idziemy dalej w kierunku Placu Preserena, jednego z najbardziej znanych, tym razem placów w Lublanie. Plac położony jest zaraz przed Starym Miastem, jeżeli chodzi o przemieszczanie się po Lublanie spokojnie możesz zdać się na własne nogi. Mimo, że komunikacja miejska w stolicy Słowenii jest rozwinięta, Lublanę najlepiej zwiedzać pieszo. Odległości z punktu do punktu nie są duże. Wracając do Placu Preserena, nazwa placu pochodzi od nazwiska słoweńskiego poety, któremu właśnie tutaj postawiono pomnik. Nie pomnik jednak najbardziej rzuca się tu w oczy, a franciszkański kościół z przyległym do niego klasztorem i uwaga… różową fasadą. Dość niecodzienny widok przyznasz. Kościół jest naprawdę uroczy i bardzo charakterystyczny. Równie charakterystyczny jest Potrójny Most, łączący Plac Preserena i nowoczesną część miasta ze Starym Miastem i Wzgórzem Zamkowym. Kiedyś był tu tylko jeden most, jednak w 1929 roku architekt Jozef Plecnik, dla rozładowania ruchu pieszego, zaprojektował po obu stronach mostu dodatkowe kładki. Dzięki temu dzisiaj możesz podziwiać nie byle jaki, a Potrójny Most. Zanim przejdziemy jednak tym mostem w kierunku Starego Miasta, warto trochę odbić w drugą stronę. Niedaleko Placu Preserena znalazłam ciekawe miejsce, a właściwie plac z anomalią pogodową. W wydzielonym miejscu pada deszcz, podczas gdy w całym mieście świeci słońce. Woda nie idzie z dołu (sprawdziłam), więc musi iść z góry. Pytanie jak? Z cienkich kabelków (jedynie takie wiszą nad tym miejscem)? Jeżeli ktoś wie, chętnie się dowiem, bo muszę przyznać, że bardzo mnie to zaciekawiło (zdjęcie miejsca z „własną lublańską pogodą” na dole). Takie cuda pewnie tylko w lecie, także wracamy do spaceru właściwego.

Stare Miasto


Przechodzimy przez Potrójny Most i dochodzimy do serca miasta, przynajmniej dla mnie jest to serce i prawdziwa esencja Lublany – Stare Miasto. Położone tuż pod Wzgórzem Zamkowym, Stare Miasto jest pełne niewysokich, kolorowych kamienic. Jedne są zadbane, inne odrapane, ale nawet te tworzą wspaniały klimat. Czasami nawet lepszy niż odremontowane i wypacykowane kamienice (chociaż to już jest pewnie kwestia gustu). Znajdziesz tu również wiele restauracji i ogródków piwnych, z których dobiegają takie zapachy, że ah! Czując to możesz zrobić się głodny, nawet jeżeli jadłeś godzinę temu. Mimo, że tutejsza kuchnia to mieszanka różnych wpływów zewnętrznych, na brak dobrego jedzenia nie można narzekać. Z lokalnych specjałów możesz spróbować gibanicy – ciasta, które jest połączeniem sernika, szarlotki i makowca. Na Starym Mieście oprócz klimatycznych kamieniczek, restauracji i sklepów z pamiątkami, można się natknąć na ciekawą instalację z brązu pt. Twarze, artysty Jakova Brdara. Jeżeli będziesz przechodził ulicą Kljucavniarską patrz uważnie pod nogi żeby jej nie przeoczyć. Miłośników architektury sakralnej na pewno zainteresuje barokowa Katedra Św. Mikołaja. Drzwi wejściowe katedry zdobi bardzo ciekawa płaskorzeźba, bogata w symbolikę, warto ją zobaczyć. Przede wszystkim jednak na Starym Mieście warto się zgubić i pobłądzić trochę bez planu. Prędzej czy później zapewne i tak dojdziesz na Wzgórze Zamkowe.

Wzgórze Zamkowe


Ze Wzgórza Zamkowego rozciąga się wspaniała i dość rozległa panorama na miasto. Choć piękna, ukazuje Lublanę z tej bardziej nowoczesnej strony. Ja mimo wszystko wolę tą „starszą”, dlatego polecam po drodze na wzgórze, uważnie się rozglądać. Zza drzew, krzaków i murów, można bowiem wypatrzyć piękne kadry lublańskiej starówki. Ogólnie we Wzgórzu Zamkowym najbardziej podobała mi się droga do niego. Wąskie uliczki, klimatyczne zaułki, kamienice i mniej znane punkty widokowe, czyli to co lubię najbardziej. Na samym Wzgórzu Zamkowym można odpocząć na trawie lub na ławeczkach. Chętni mogą zwiedzić wnętrze zamku. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 7,50. Możliwe jest również zwiedzanie z przewodnikiem lub audio przewodnikiem (bilet wówczas jest droższy i wynosi około 10). Trochę więcej o historii zamku możesz przeczytać tutaj. Na Wzgórze Zamkowe prowadzą różne drogi, my szliśmy ze Starego Miasta dość stromą, ale za to krótką trasą. Można też wyjechać kolejką (bilet w dwie strony dla osoby dorosłej kosztuje 4, w jedną 2,20).

Spacer wzdłuż Lublanicy


Po Wzgórzu Zamkowym przyszedł czas na ostatni punkt programu - spacer wzdłuż Lublanicy. Po obu jej stronach znajdziesz zadbane deptaki z wieloma restauracjami, barami i kawiarniami. Jeżeli spacer nabrzeżem Ci nie wystarcza, możesz też wybrać się na 45-minutowy rejs małym statkiem po Lublanicy. Jednak coś co mi się najbardziej spodobało w tym miejscu to stoiska miejscowych artystów i dalej stoiska z antykami. Można było wypatrzyć prawdziwe perełki! Przepiękne komody, fotele, stoliki, lustra… znalazłam nawet lampę z dużym kloszem i frędzlami, do złudzenia przypominającą tą babciną z dawnych lat. Znajdziesz tu też wiele starych drobiazgów, biżuterię, czy stare wydania różnych magazynów. Na przykład stare wydania National Geographic po angielsku za 1. Gdyby były wydania NG Traveler na pewno zaopatrzyłabym się w chociaż jedno. Nawet jeżeli jednak nie masz zamiaru niczego kupować, ale lubisz flomarki, targi, bazary i tego typu klimaty, na pewno Ci się tu spodoba.

Nieśpieszny spacer po romantycznej Lublanie kończymy na Moście Rzeźników. Nie daj zwieść się nazwie, obecnie na tym szklanym moście zakochani zawieszają „kłódki miłości”, a kluczyk wyrzucają do rzeki, co ma oczywiście świadczyć o ich nierozerwalnej miłości. Nie jestem zwolennikiem takich atrakcji, ale sam most jest naprawdę ładny.

Pół dnia w Lublanie to dużo i nie dużo. Nie dużo jeżeli chcesz dokładnie zwiedzić wszystkie zabytki (kilka w tekście zostało pominiętych). Jednak wystarczająco jeżeli chcesz pospacerować i poczuć klimat stolicy Słowenii. Mimo, że Lublana jest jedną z najmniejszy europejskich stolic, na pewno nie będziesz się tam nudził. Spacer po wydawałoby się niedużym mieście i jeszcze mniejszej starówce okazał się dość długi, a ja chętnie bym go jeszcze przedłużyła!

Jeżeli chcesz być na bieżąco ZPLANEM zachęcam Cię do obserwowania blogowego Instagrama!












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz