17 października 2018

Chorwacja poza szlakiem, czyli tajemnicza Zatoka Umarłych Hoteli

https://zplanembezplanu.blogspot.com/2018/10/chorwacja-kupari-zatoka-umarlych-hoteli.html
Zaledwie kilka kilometrów od Dubrownika znajduje się miejsce zupełnie inne, od tych, które większość turystów ma okazję odwiedzić podczas wakacji w Chorwacji. Miejsce tajemnicze, opuszczone, niezwykłe, jednocześnie trochę przerażające. Mowa o kompleksie hotelowo-rekreacyjnym w niewielkiej miejscowości Kupari, obecnie znanym też jako Zatoka Umarłych Hoteli. Kompleks lata świetności ma już za sobą, jednak niewykluczone, że niedługo odzyska swój dawny blask. Być może to ostatni moment żeby zobaczyć ten okazały pomnik wojny domowej z lat 90-tych, w niezmienionym stanie. Niezależnie od tego czy masz możliwość odwiedzenia Kupari czy też nie, zapraszam Cię na małą podróż w czasie i relację z tego tajemniczego miejsca uzupełnioną zdjęciami.

Kupari kiedyś…


Kompleks hotelowy Kupari położony w niezwykle malowniczej okolicy, tuż przy Adriatyku, był jednym z najlepszych i najbardziej luksusowych w kraju. Stanowił miejsce wypoczynku rządu Jugosławii i oficerów Jugosłowiańskiej Armii Ludowej. Co więcej, sam Josip Broz Tito miał tu swoją prywatną rezydencję. W skład kompleksu wchodziło siedem hoteli (Hotel Grand, Mladost, Goricina I, Goricina II, Pelegrin, Kupari, Galeb), dwie wille (Borovka I, Borovka II) i kemping (Camp Kupari – działający do dziś!). Cały kompleks był w stanie pomieścić kilka tysięcy osób.

W 1991 roku, już na samym początku wojny domowej, kompleks został ostrzelany z morza przez fregatę rakietową, a następnie zajęty przez Serbów. Hotele splądrowano i zdewastowano, tak właśnie zakończył się czas świetności tego miejsca. W 1992 roku tereny te ponownie trafiły w ręce Chorwatów, jednak obiekt do dziś pozostaje w ruinie. O to kilka zdjęć jeszcze z czasów świetności kompleksu hotelowego Kupari… 

Źródło: kroatien-netz.de

Źródło: kupari-info.hpage.de

Kupari dzisiaj…


Do kompleksu docieramy wąską drogą, otoczoną z każdej strony palmami, a raczej ich pozostałościami. Pierwsze co rzuca się w oczy to zieleń, wszechobecna, soczysta zieleń. Dopiero po chwili dostrzegam pierwszy hotel, a raczej jego ruiny, Hotel Grand. Wyobrażam sobie jak pięknie musiał kiedyś wyglądać. Nie znam się za bardzo na stylach architektonicznych, ale dla mnie to prawdziwa perełka. I chyba nie tylko dla mnie, bo hotel został wpisany na listę dziedzictwa kulturowego, dzięki czemu nie można go wyburzyć – całe szczęście. I mimo, że w środku nie za wiele zostało, wszędzie gruzy i (niestety również) śmieci, to właśnie na eksplorowanie tego hotelu poświęciłam najwięcej czasu. Widziałam pozostałości po okrągłej recepcji (?), kręconych schodach, duży kominek, gdzieniegdzie pozostałości po pięknych płytkach, które przypominały mi trochę Azulejos. Oprócz tego kilka zniszczonych, drewnianych szaf, krzeseł, nawet wanny i lustra ostały się w dawnych łazienkach. I ogród, tak dla ścisłości przypuszczam, że to był ogród lub patio, ze względu na starą, kamienną fontannę. Obecnie ogród przypomina jednak bardziej dżungle, widać, że przyroda upomina się o swoje. Tak czy tak polecam każdemu, powtórzę perełka!





Hotel Grand położony jest naprzeciwko plaży i morza. Podążam więc dalej w kierunku plaży. Jest dość tłoczno, plażowiczów nie brakuję nawet późnym popołudniem. Po chwili staje się dla mnie jasne dlaczego. Mimo, że plaża jest kamienista, dno jest piaszczyste, ponad to jest bardzo łagodne zejście do morza w tym miejscu. Nic dziwnego, że tylu chętnych na plażowanie. Czas nas trochę nagli, dlatego tym razem rezygnuję z kąpieli i skręcam w prawo w kierunku ogromnego Hotelu Pelegrin i Hotelu Kupari.

Hotel Pelegrin jest ogromny, wielopiętrowy i zupełnie nie w moim guście, postanawiam jednak się nie zrażać. Do hotelu prowadzą szerokie schody, a raczej znowu pozostałości po schodach, prosta pochyła bym powiedziała. Niestety w środku nie ma za wiele do zobaczenia. Wrażenie robi za to przepiękny widok na zatokę. Zdecydowanie mieli tu wspaniałe widoki z okien! Na wyższe piętra jakoś nie mam odwagi wchodzić, chociaż kilka osób wspina się niewzruszenie coraz to wyżej. Hotel Kupari eksploruje dość powierzchownie, w moim przekonaniu nie różni się wiele od wcześniejszego, przynajmniej obecnie. Natomiast do położonego po drugiej stronie zatoki Hotelu Goricina I i II już nie docieram, musimy wracać. 






Na ścianach wszystkich hoteli widać liczne ślady po kulach, nietrudno się domyślić jaki los spotkał to miejsce. Z jeden strony jest to bardzo przygnębiający widok… przechadzając się po pozostałościach tych hoteli człowiek ma mieszane myśli i uczucia. Z drugiej strony jest to miejsce niezwykle ciekawe i na pewno warto je nie tylko odwiedzić, ale też poczytać o jego historii, zobaczyć stare zdjęcia (chociaż przyznam, że wcale nie tak łatwo znaleźć rozszerzone informacje). Cały kompleks jest naprawdę duży, co potęguję wrażenia. Jadąc tam zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z jego rozmiarów. Tak czy tak, jestem pewna, że kiedyś było tu przepięknie.


Przyszłość?


Plan rewitalizacji zakłada odbudowę Hotelu Grand i rozbiórkę pozostałych (jest to konieczne). W ich miejscu mają powstać nowe luksusowe hotele 4/5 gwiazdkowe. W tym roku od przejęcia terenów przez Grupę Avenue mija jednak dwa lata, niestety dalej nie wiadomo kiedy hotele znowu będą mogły przyjmować gości. Wiadomo jedynie, że obecnie, inwestorzy planują na tych terenach, budowę luksusowych hoteli Four Seasons, a w cały projekt chcą zainwestować 100 mln euro. Niestety inwestorzy w przeszłości zmieniali już zdanie, dlatego nie tak łatwo im zaufać. Kupari to naprawdę okazały pomnik wojny domowej, niezwykłe, tajemnicze miejsce i prawdziwa gratka dla osób lubiących tego typu opuszczone miejsca z historią. Mimo wszystko mam jednak nadzieję, że dostanie w końcu „drugie życie”. A Wy lubicie takie miejsca czy niekoniecznie? Ja mam chyba do nich słabość. Zawsze budzi się we mnie dusza odkrywcy :) Lubię nie tylko odkrywać pozostałości po tych miejscach, ale też czytać o ich historii i oglądać stare zdjęcia.

To trzeci i jak narazie ostatni wpis z serii o Bałkanach. Poprzednie znajdziesz tutaj: Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra.  Jeżeli chcesz być na bieżąco zapraszam Cię również na Instagrama ZPLANEM.

2 komentarze:

  1. Tego w podróżowaniu najbardziej nie lubię. Dwa lata temu byłem w Dubrowniku. Chorwacja jakoś średnio mi podeszła, ale to miejsce jest świetne. Uwielbiam takie klimaty, szkoda, że szybciej nie trafiłem na ślad tej atrakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię rozumiem, Chorwacja nigdy nie była i dalej nie jest moim ulubionym kierunkiem :) Zatokę Umarłych Hoteli mieliśmy odwiedzić po drodze z Dubrownika do Cavtat, miała to być taka dodatkowa "atrakcja"... Koniec końców, miejsce wspominamy jako jedno z najciekawszych, jakie zobaczyliśmy w Chorwacji.

      Usuń